Co wyróżnia dzień pracy serwisanta morskiej farmy wiatrowej?
Mariusz Sanocki: Doba serwisanta obejmuje znacznie więcej niż zadania przy urządzeniach. To również odprawy, transfer na farmę i powrót. Harmonogram zależy od wiatru, fal oraz dostępności jednostki, a pogorszenie warunków może wymusić pozostanie na morzu. Stosowane są m.in. rotacje: dwa tygodnie pracy i dwa tygodnie wolnego. Taką organizację trudno pogodzić z systemami przewidzianymi w Kodeksie pracy. Brakuje szczególnych zasad obejmujących cały dzień technika, od bazy po turbinę.
Przepisy dotyczące rotacji już się jednak pojawiły. Gdzie leży problem?
Ustawodawca dostrzegł potrzebę dostosowania prawa do rotacji. Wprowadzony w listopadzie 2025 r. art. 84a ustawy dotyczącej morskiej energetyki wiatrowej dopuścił pracę do 14 godzin na dobę i 84 godzin tygodniowo. Po okresie pracy przewidział co najmniej równie długi okres wolny. Zasadnicze ograniczenie polega na tym, że regulacja obejmuje porty, terminale instalacyjne i bazy serwisowe. Pomija pracę na turbinach, morskich stacjach elektroenergetycznych oraz zadania personelu przemysłowego na statkach obsługujących farmy.
Nie oznacza to braku ochrony pracowników, a raczej konieczność stosowania zasad ogólnych, które w mojej ocenie nie odpowiadają specyfice pracy rotacyjnej na morzu.
Może sama regulacja lądowa rozwiązuje wątpliwości?
Nie. Dopuszczeniu 14 godzin pracy nie towarzyszyło wyraźne wyłączenie wymogu 11 godzin nieprzerwanego odpoczynku dobowego. W jednej dobie oba wymagania się nie mieszczą. W mojej ocenie rodzi to konflikt, który podważa możliwość pełnego wykorzystania nowego limitu.
Dlaczego więc nie można po prostu potraktować technika jak marynarza?
Statek zapewnia serwisantowi transport lub zakwaterowanie. Technik wykonuje jednak zadania na rzecz farmy, a nie jednostki. Sam pobyt na statku nie przesądza o statusie marynarza objętego odrębnymi zasadami pracy i odpoczynku. Kwalifikacja wymaga osobnej oceny.
Międzynarodowe regulacje wyróżniają „personel przemysłowy”, obejmujący także pracowników morskiej energetyki wiatrowej. Rozdział XV SOLAS i Kodeks IP określają wymagania dotyczące bezpieczeństwa oraz kwalifikacji, nie ustanawiając dla tej grupy norm czasu pracy. Tymczasem technik w ciągu jednej doby przemieszcza się między bazą lądową, statkiem i konstrukcją na morzu. Każdy etap komplikuje ustalenie właściwych zasad.
Jakie konsekwencje ma ta niepewność dla ludzi i firm?
Na wysokości, przy wysokim napięciu i z ograniczoną możliwością ewakuacji odpoczynek jest częścią bezpieczeństwa. Jego deficyt zwiększa ryzyko ciężkiego lub śmiertelnego wypadku. Dla pracodawców oznacza to również ryzyko roszczeń o nadgodziny, sankcji za naruszenia czasu pracy oraz odpowiedzialności po wypadku.
Istotne jest rozliczanie transferów. W mojej ocenie przejazd z bazy na turbinę stanowi element procesu pracy. Przy oczekiwaniu na pogodę trzeba natomiast ocenić, jak bardzo obowiązek gotowości ogranicza swobodę pracownika.
Czy branżowe standardy odpoczynku mogą wypełnić tę lukę?
Branża próbuje porządkować organizację rotacji przez stosowanie standardów odpoczynku wzorowanych na zasadach morskich. Takie rozwiązania pomagają organizować pracę, ale nie zastępują ustawy i nie chronią przed odpowiedzialnością za naruszenie obowiązujących przepisów.
Jakie zmiany warto wprowadzić, żeby rozwiązać te problemy?
Proponuję rozszerzenie regulacji na pracę na morzu oraz wyraźne wliczanie transferów do czasu pracy. Postuluję limit 14 godzin pracy w ciągu 24 godzin i 72 godzin w kolejnych siedmiu dniach, przy zachowaniu przeciętnego limitu 48 godzin tygodniowo wraz z nadgodzinami w przyjętym okresie rozliczeniowym. Projekt przewiduje również odpoczynek wyrównawczy, szczegółową ewidencję i procedury zarządzania zmęczeniem. To propozycja zmian, a nie obowiązujący system.
Dla pomorskich firm serwisowych stawką jest przewidywalność zatrudnienia i kosztów. Dla techników to pewność, że grafik uwzględni regenerację. Turbiny będą potrzebowały obsługi przez lata, dlatego jasne zasady pracy powinny stać się trwałym elementem zaplecza tej branży już teraz.